Tajemniczy obiekt w Kopysnie
Planujemy wkrótce podjąć próbę rozwiązania zagadki pewnego obiektu na terenie Kopysna, na którego pozostałości natknęliśmy się niedawno.
Obiekt ten zajmujący powierzchnię ok. 17 arów, tuż przy korycie potoku i pobliskiej drogi może wskazywać na fragmenty lazaretu (szpital polowy)
rosyjskiego 323. Juriewieckiego Pułku Piechoty, który brał udział w zdobywaniu Twierdzy Przemyśl
(zob. I wojna światowa.html).
Obiekt ten nie występuje na żadnej oficjalnej mapie, więc można sądzić, że istniał tymczasowo, a potem został rozebrany.
Kto miałby ochotę wziąć udział w poszukiwaniach, może skontaktować się z nami poprzez e-mail.
Administrator strony
8 sierpnia 2026
Antoni Jankowski, nieformalny zięć Józefa Tyszkowskiego, władający jego gruntami w Kopysnie do czasu wybuchu II wojny światowej (więcej w zakładce:
Mieszkańcy), podczas zaborów był c.k. żandarmem, a gdy wybuchła I wojna światowa, w stopniu sierżanta pełnił służbę na Posterunku Żandarmerii w miejscowości Dobromil (ob. Ukraina)
oznaczonym nr 15, podlegającym pod c.k. Komendę Żandarmerii Krajowej nr 5, Oddział Przemyśl nr 4, (dokł. K.k. Landesgendarmeriekommando Nr 5, Abteilung Przemyśl Nr 4, Posten zu Dobromil Nr 15).
Zachowały się po nim pewne dokumenty pisane odręcznie ołówkiem kopiowym w języku niemieckim, tzw. kurrentą, które trudno było dotychczas przetłumaczyć na język polski (zob.
Dokument 1 i Dokument 2).
Należy dodać, iż Antoni Jankowski z obawy o represje ze strony Rosjan, którzy po wybuchu II wojny światowej zajęli obszar Polski do prawego brzegu rzeki San,
wcześniej spakował swój dobytek i wraz z żoną i córką wyjechał do miejscowości Makowa, gdzie się ukrył przed władzą radziecką.
Wśród pośpiesznie wywiezionych dokumentów znalazły się te, które udało się nam niedawno przetłumaczyć dzięki AI.
I tu wypada dodać, iż narzędzie to, ułatwiające pracę, jest niedoskonałe, gdyż wykorzystując wszelkie zdigitalizowane dzieła myśli ludzkiej, także niezgodne z prawdą, może powielać kłamstwa.
Z pierwszego dokumentu dowiadujemy się, że c.k. Posterunek Żandarmerii w Dobromilu w czasie I wojny światowej przekazał do c.k. magazynów wojskowych w Krośnie kompletną kuchnię polową jezdną,
co potwierdził własnoręcznym podpisem Antoni Jankowski, a miało to miejsce w dniu 23 maja 1915 r. Można sądzić, że przekazanie kuchni związane było z operacjami logistycznymi po tzw.
przełamaniu gorlickim w maju 1915 roku.
Z drugiego dokumentu opatrzonego nagłówkiem K.k. Landesgendarmeriekommando Nr 5, Abteilung Przemyśl Nr 4, Posten zu Dobromil Nr 15, datowanego 1 października 1915 r. wynika,
iż Antoni Jankowski po wybuchu I wojny światowej przyjął od sierżanta ds. wyżywienia Michaela Bendnera 930 koron i 41 halerzy jako zaliczkę na wypłatę dla żołnierzy Landsturmu (pospolite ruszenie)
pełniących służbę pomocniczą w żandarmerii w Dobromilu. Z tej kwoty należało wypłacić 20 żołnierzom Landsturmu zasiłki wojenne, wynagrodzenie wraz z odszkodowaniem za dzień 31 października 1914 r.,
z wyjątkiem za wrzesień 1914 r. 2 żołnierzom Landsturmu na koniach jako rekompensatę za konie w wysokości 5 koron, 2 żołnierzom Landsturmu na koniach – za zmianę koni za październik 1914 r.
W poszukiwaniu cerkiewnych dzwonów
Obok filialnej cerkwi greckokatolickiej p.w. Opieki NMP w Kopysnie (pierwotnie p.w. Bogurodzicy Pokrow), wzniesionej w 1821 r. znajduje się, powstała także w tym czasie, parawanowa murowana dzwonnica. Na tynku budowli ktoś zamieścił napis "1932”, co może oznaczać datę jej remontu.
Dzwonnica cerkiewna w Kopysnie (2025 r.)
Z konstrukcji dzwonnicy wynika, że była przeznaczona dla trzech dzwonów, lecz ile ich rzeczywiście było po oddaniu jej do użytku, tego nie wiemy. Wiadome jest, że w 1938 r. dzwonnica posiadała dwa dzwony. Do dziś niestety nie zachował się żaden dzwon z cerkiewnej dzwonnicy w Kopysnie. Co się z nimi stało?
Podczas I wojny światowej, pod koniec 1915 r. władze austriackie a dokładnie c.k. Ministerstwo Wyznań i Oświaty poleciły duchowieństwu przeprowadzenie dokładnego spisu dzwonów we wszystkich diecezjach. Na specjalnym formularzu spisowym należało podać dane m.in. na temat wieku i wagi dzwonów.
Wykazy dzwonów przesyłano c.k. Urzędowi Konserwatorskiemu w Krakowie, którego zadaniem była obrona przed rekwizycją wyłącznie dzwonów o wartości zabytkowej, za które uznano dzwony sprzed XVII wieku.
Czy dzwonnica cerkiewna w Kopysnie posiadała takie dzwony? Nie, a wynika to z publikacji pt. "Dzwony starodawne: z przed r. 1600 na obszarze b. Galicji / na podstawie materjałów zebr. i oprac. przez Feliksa Koperę, Stanisława Tomkowicza oraz własnych zredagował i opatrzył wstępem Tadeusz Szydłowski; z rys. Andrzeja Olesia i Wiesława Zarzyckiego"
(crispa.uw.edu.pl) w której, w wykazie zabytkowych dzwonów, brak dzwonów z Kopysna. Dla przykładu warto dodać, iż w miejscowości Pikulice koło Przemyśla zarejestrowano zabytkowy dzwon z cerkwi filialnej o średnicy 59 cm (dolna najszersza) z 1561 r.
Po przeprowadzonej inwentaryzacji dzwonów, w sierpniu 1916 r., nastąpiła pierwsza ich rekwizycja, a po niej kolejne, w których nie brano już pod uwagę ich wieku. Dzwony były doskonałym źródłem cennego surowca dla przemysłu zbrojeniowego, wykorzystywanego do produkcji armat i amunicji, więc podczas wojny nie zwracano uwagi na ich wartość zabytkową.
Skoro żaden z dzwonów w Kopysnie nie był zabytkowym, można sądzić, że podczas I wojny światowej jeden z trzech dzwonów, jeżeli było ich tyle, uległ rekwizycji, co potwierdzałyby wspomnienia jednego z mieszkańców Kopysna, który twierdził, że w 1938 roku w tej miejscowości były tylko dwa dzwony, a jeden z nich miał pęknąć podczas burzy (Wspomnienia Jana Krupy).
Kiedy wybuchła II wojna światowa, dzwony znowu stały się cennym surowcem dla przemysłu zbrojeniowego. Aby je chronić przed rekwizycją, dzwony często ukrywano przed niemieckim okupantem.
Dzwony mogły zostać ukryte zarówno przed niemieckimi władzami, jak i ukryte później przed polskimi powojennymi władzami podczas przesiedleń w ramach tzw. układów republikańskich (1945) lub w czasie akcji Wisła (1947).
Według jednego z byłych mieszkańców wsi Kopysno, któryś z dzwonów został wywieziony w kierunku miejscowości Rybotycze i tam miał być zatopiony, być może w jakiejś studni, lecz kiedy to miało miejsce, nie wiadomo.
Niestety nie posiadamy żadnych wiarogodnych informacji na temat losów cerkiewnych dzwonów, w tym dzwonu, który pękł w 1938 r.
Cerkiewne dzwony z Kopysna mogły zostać przetopione, a może któryś z nich, dobrze ukryty przed ludzkim wzrokiem, nadal znajduje się w starej studni, leży zakopany w piwnicy, stodole lub pod dużym i starym drzewem... Czy może ktoś zna to miejsce?
Administrator strony
16 lipca 2026
22 czerwca 1941 r. Niemcy rozpoczęli operację „Barbarossa”, atakując terytorium ówczesnego ZSRR, które obejmowało m.in. zagarnięte wcześniej ziemie wchodzące w skład II Rzeczypospolitej, w tym miejscowość Kopysno.
Niewiele pozostało dokumentów z tego okresu, które dotyczyłyby naszej wsi.
Udało się nam dotrzeć do niemieckiej, wywiadowczej wiadomości radiowej z 26 czerwca 1941 r. zawierającej informacje uzyskane od pojmanych rosyjskich żołnierzy dot. obecności w dniu 26 czerwca 1941 r. o godz. 5.00 silnych sił wroga na wszystkich drogach w rejonie Kopysno – Rybotycze – Kalwaria. Autor wiadomości informował jednocześnie, iż były prowadzone działania rozpoznawcze z powietrza.
Z innej wywiadowczej notatki wynika, iż Niemcy spodziewali się utworzenia nowej grupy wroga w okolicach Rybotycz.
Źródło:
The American Historical Association Committee for The Study of War Documents
and The National Archives and Records Service
(National Archives Microcopy No. T-105 Roll No. 5).
Wchodząc na teren cmentarza w Kalwarii Pacławskiej i idąc główną aleją w kierunku wschodnim, po lewej stronie, niedaleko muru kaplicy rodziny Tyszkowskich, kilka metrów obok dorodnej lipy, znajduje się samotny nagrobek. Podchodząc bliżej jawi się nam budowla murowana, porośnięta mchem i porostami, otoczona metalowym, pokrytym rdzą ażurowym niskim ogrodzeniem.
Płyta nagrobka skierowana jest w stronę klasztoru, a na niej duży leżący scalony z podłożem krzyż z cementu. Poniżej krzyża prostokątna tablica kamienna, uszkodzona w lewym górnym rogu, oderwane fragmenty płyty leżą obok.
Na zniszczonej zębem czasu tablicy widoczne wgłębienia, dzieło rytownika, tworzą napis trudny do odczytania, ale po dłuższym przyjrzeniu się i analizie daje się w końcu odczytać.
Tym nagrobkiem już dawno nikt się nie opiekował, pozostała na płycie stara wiązanka sztucznych kwiatów i jeden zużyty znicz.
Na próżno w Internecie szukać informacji o osobie pochowanej w tym miejscu.
Z treści wyrytego na tablicy nagrobkowej napisu wynika, że jest nim niejaki... i tu się zatrzymajmy.
Więcej informacji o przyjacielu Pawła Tyszkowskiego, właściciela rozległych dóbr m.in Kopysna, Pacławia i okolic, który po jego śmierci ożenił się z wdową, dowiemy się w kolejnej publikacji autora.
Administrator strony
6 czerwca 2026
Zgodnie z naszą zapowiedzią informujemy, iż ukazała się niedawno publikacja "Kopysno w opowieści" (ISBN 978-83-973242-1-3).
Zawiera ona kilka luźnych, osadzonych w XIX i XX wieku, fikcyjnych opowiadań, choć wykorzystujących autentyczne zdarzenia i osoby.
Bohaterami są zarówno zarządca dóbr Tyszkowskich, jak i rozpustnik z klucza rybotyckiego oraz odwiedzający wieś młodzi ludzie, w tym studenci.
Z uwagi na niektóre treści, publikacja przeznaczona jest tylko dla osób dorosłych.
Otrzymaliśmy z drukarni zapowiadaną publikację dot. jednej z największych afer w międzywojennej Polsce pt. "Sfałszowany testament Pawła Tyszkowskiego" (ISBN 978-83-973242-4-4).
Autor publikacji pokusił się o to, by przedstawić kulisy afery oraz przynajmniej w części, odtworzyć przebieg procesu sądowego w sprawie o oszustwo i fałszerstwo testamentu Pawła Tyszkowskiego, który trwał od 1924 do 1929 r.
Zadanie to nie było lada wyzwaniem, przy braku dostępu do akt sądowych i wielu sprzecznych lub nieprawdziwych informacji.
Z historii wsi
"Edwardowi Kettnerowi ze wsi Kopysno, w powiecie przemyskim, od pewnego czasu ginęły kurczaki.
Na nic się zdały poszukiwania i czatowanie na złodzieja. Młodych kurcząt co dzień było mniej.
Dopiero kilka dni temu sprawa się wyjaśniła. Gospodarz zaalarmowany gdakaniem kur otworzył drzwi
do kurnika i patrzy, a tu wśród domowego ptactwa siedzi najspokojniej młody lis i trzyma w pysku
nową ofiarę.
Kettner złapał rabusia i więzi w klatce. Zabić go nie chce, chętnie sprzedałby go
lub ofiarował komu – jak pisze w liście do redakcji.".
List został wysłany do redakcji Nowin Rzeszowskich, a tekst ukazał się 13 września 1964 r.
(www.pbc.rzeszow.pl).
***
Poszukując potomków rodziny Tyszkowskich, udało się nam odnależć grób Olgi Górskiej, z domu Metyk.
Olga Górska była córką Bazylego Metyk i Wiktorii Szylak, a zarazem wnuczką Antoniego Tyszkowskiego. Wyszła za mąż za Stanisława Górskiego, lekarza.
Więcej o tym w publikacji, która czeka na wydanie.
Jeżeli ktoś posiada więcej informacji o potomkach rodziny Górskich, prosimy o kontakt.
Pragniemy poinformować, iż w przygotowaniu jest kolejna nasza publikacja związana z rodziną Tyszkowskich, dotycząca słynnej międzynarodowej afery związanej z rzekomo zaginionym i cudownie odnalezionym testamentem Pawła Tyszkowskiego.
Cud ten, który nigdy nie wydarzyłby się, gdyby nie pazerność jego rodziny, sprawili oszuści i fałszerze preparując dokument, który miał im zapewnić zdobycie pokaźnego majątku ziemskiego i obszarowo niemal dwukrotnie większego niż obszar miasta Przemyśla w jego obecnych granicach administracyjnych.
Dotarliśmy do niesamowitych materiałów, które zamierzamy opublikować, lecz wymaga to czasu z uwagi na bardzo skomplikowany charakter sprawy.
Poniżej prezentujemy fragment okładki publikacji w trakcie opracowania.